środa, 10 października 2012

Taka sprawa której nikt na 100% nie przeczyta.

Siemka, siemka, siemka.
Po 3 miesiącach witam was znowu ! :)
Tym razme mam dwa inne opowiadania i mam nadzieje (jeżeli ktoś tutaj wejdzie) zaszczyci swą obecnośc jednym komentarzem pod innymi rozdziałami.
Dla fanów Nialla Horana: NIALL
Dla fanów całego 1D: 1D
Pisze jeszcze jedno opowiadanie o Zaynie i mam nadzieje, że wyjdzie równie świetnie jak to.
Pozdrawiam!
Kayla

czwartek, 5 lipca 2012

EPILOG + PODZIĘKOWANIA

EPILOG:



Zmarła po tygodniu leżenia w szpitalu. Chemioterapia nie pomagała, poprostu jej serce przestało bic. Byłem załamany, w końcu to była jedyna osoba którą kochałem. Ojciec Gemmy powiedział mi, że sam zajmie się pogrzebem, pakowaniem rzeczy dziewczyny. Ja miałem jedynie siedziec w gronie rodziny i nic nie robic. Ale płakałem. Płakałem dniami, nocami. Bez przerwy. Wspominałem te nasze wspaniałe dni, tygodnie, miesiące. Otarłem kolejną łze która spłyneła po moim policzku. Czułem się podle, że nie spędzałem z dziewczyną więcej czasu, że czasami ją olewałem, że byłem ostatnim chamem na tej ziemi. W końcu ona mnie zmieniła. Przestałem pic, palic, zainteresowałem się losem rodziny. 
Ubrawszy garnitur wyszedłem na zimne powietrze Londynu. Była zima, środek grudnia. Dzisiaj pogrzeb Gemmy. Postanowione. 

Z łzami w oczach usiadłem w pierwszej ławce kościelnej. Przedemną leżała trumna z jej ciałem. Była blada, wychudzona. Jej klatka piersiowa wcale się nie unosiła, poprostu leżała. Czułem jak oczy pieką mnie od bólu, moje serce już nie było takie same. Było rozłamane na tysiące malutkich kawałków których już nikt nie poskłada.
Jęknąłem cicho, kiedy jej twarz znikneła mi z pola widzenia. Znajdowała się już pod ziemią. Opadłem na kolana, położyłem białą różę przy jej nagrobku, i ni stąd ni zowąd zacząłem płakac. Z nieba posypały się ogromne płatki śniegu. Wszyscy przechodni dotykali mojego ramienia jakby właśnie ten gest miał przywrócic jej życie. Otóż nie. Nic jej nie przywróci życia. Nic.
Napis na nagrobku wybrałem ja, myśle, że to było takie nasze małe motto "Nie ważne jak trudne jest życie – nie trac nadziei". Położyłem się na zimnej od śniegu trawie. Myślałem. Myślałem co by było gdyby. Co by było gdyby Gemma żyła? Pobralibyśmy się? Nie wiem. Nikt nie zna losu życia.
Postanowiłem udac się nad jezioro. Te gdzie wtedy zabrałem Gemme. Telefon w kieszeni nieustanie mi wibrował, ze zdenerwowania wyrzuciłem go do kosza. Niech dadzą mi teraz święty spokój.
Usiadłem na skraju mostu, tak, że nogi miałem po za nim. Oparłem głowe o barierkę. Wiatr owiewał moje ciało, było mi coraz zimniej, i coraz bardziej tęskniłem. Łzy napływały mi do oczu, każde wspomnienie bolało mnie tak jakby ktoś wbił mi nóż w plecy. Jęknąłem cicho, wstałem z mostu, przeszedłem przez barierki. Postanowione. Chce byc z Gemmą, tam gdzie ona, w niebie. Skoczyłem.

_____________
Z całego serca dziękuje każdemu kto tutaj był, kto komentował, kto dodał się do obserwowanych. Dziękuje za ponad 12 tysięcy wejśc. Dziękuje każdemu kto mnie schejtował, bo w końcu bez was nie czułabym się urażona :* Naprawdę ciężko pisało mi się ten epilog, miałam łzy w oczach, ale przecież zawsze wszystko się kończy, prawda? Zapraszam równierz na mojego bloga, głównym bohaterem prawdopodobnie równierz będzie Zayn (KLIK). Zapewne teraz mnie nienawidzicie, czy coś tam, ale zrozumcie - wszystko się kończy. Ciesze się równierz z tego bloga, gdyż jest to mój PIERWSZY blog jaki dałam radę ukończyc. :) Dziekuje jeszcze raz i 3majcie się ! 

poniedziałek, 2 lipca 2012

19.

Dziewiętnaście

PROSZE WSZYSTKICH KTÓRZY CZYTAJĄ TO OPOWIADANIE SKOMENTOWALI TĄ NOTKĘ, GDYŻ JEST TO JUŻ KONIEC OPOWIADANIA - PRAWIE KONIEC. JESZCZE KILKA ROZDZIAŁÓW. POD TĄ NOTKĄ POWINNO SIĘ POJAWIC 76 KOMENTARZY - BO TYLE WAS TO CZYTA.
 
Usiadłem na krześle obok Gemmy, spała. Leżała na łóżku podłączona do wielu aparatów które coś mierzyły. Chwyciłem jej dłoń, była zimna, ale dziewczyna nadal żyła. Czułem, że trace ją z każdą minutą, sekundą czy godziną. Ojciec dziewczyny powiedział mi, że mogę zostac tutaj na noc, nie będe musiał nic opłacac. Zdezorientowany położyłem się na wyblakłej żółtej sofie która wcale nie pasowała do ciemno niebieskiego koloru ścian. Jęknąłem cicho po czym zasnąłem.



-Jak myślisz, śpi? - usłyszawszy dośc znajomy głos podniosłem jedną powiekę, tuż przede mną stała dośc znajoma mi sylwetka.
-Doniyah co ty tu robisz? - jęknąłem cicho, podparłem się na ramionach i spojrzałem w ciemne oczy dziewczyny
-Jak to co? Przyszła. - tym razem zabrała głos trzecia osoba która znajdowała się w tym pokoju.
Podszedłem do dziewczyny. Przy jej łóżku znajdowło się pełno bukietów róż i tulipanów. Jej twarz była bledsza niż zawsze, była chuda. Jęknąłem cicho, usiadłem na przeciwko niej, chwyciłem dłoń którą pocałowałem.
-Jak długo nie śpisz? - spytałem, poczułem ukłócie w sercu, gdyż wiedziałem, że jej koniec jest już bliski
-Może z pół godziny. Masz cudownych rodziców i siostry. - mrukneła, posłała mi przelotny uśmiech

-I mnie nie obudziłaś? - spytałem podnosząc jedna brew
-Zbyt słodko spałeś. - uśmiechneła się pokazując rząd białych zębów, po chwili zaczeła kaszlec, chciałem już wstac i zawołac lekarza, ale Gemma machneła na mnie ręką i kazała zostac.
-Doniyah ktoś cie przywiózł czy coś? - tym razem zwróciłem się do siostry która siedziała na sofie na której przed chwilą spałem, czytała jakies czasopismo
-Mama z Saffą i Waliyah są na stołówce. - mrukneła przewracając kolejną kartke gazety
-A ojciec?
-W pracy. - jękneła

Wziąwszy lodowaty prysznic przebrałem się w brązową koszule w kratkę, czarne spodnie i granatowe trampki. Spryskałem się wodą kolońską i wyszedłem z łazienki która znajdowała się w pokoju dziewczyny. Gemma spała, gdyż zalecali jej tak lekarze. Byłem głodny więc zostawiając wszystkie rzeczy wyszedłem na stołówkę. W kieszeni miałem kilka drobnych, stac było mnie na sok pomarańczowy i kanapkę z szynką. Rodzice siedzieli w kącie przy oknie przez które padało słońce. Dawno nie było takiej pogody w Brandford.

Kładąc tace z jedzeniem na stole usiadłem obok Saffy która jadła swoje ciastko z lukrem i czekoladą. Uśmiechnąłem się do niej, na co ona pokazała rząd niepełnych ząbków. Matka była jakaś nieobecna a siostry dyskutowały na temat jakiegoś zespołu. Jęknąłem cicho, kiedy Waliyah spytała się mnie czy pójde w końcu do xFactora.
-Nigdy. - odpowiedziałem stanowczo
-Dlaczego? - jękneła tupiąc nogą w podłoge – Wiesz jaki masz głos! Idz! Bo sama cię zgłoszę!
Waliyah zawsze pragneła bym udał się do tego jakże beznadziejnego programiku w którym są wybierani – jak to Simon Cowell powiedział – "Najlepsi z najlepszych". Przecież to bezsensu. Idziesz, może przegrasz, może przejdziesz dalej, a może wygrasz. I co z tego będziesz miał? Sławe która da ci wszystko? Niekoniecznie. Fakt, lubiałem śpiewac, ale pod prysznicem chyba się nie liczy..
-Nie ide do ludzi dla których liczy się sława i pieniądze. Nie dziękuje. - odpowiedziałem jedząc kolejny kawałek kanapki
-Zayn.. proszę..
-Nie i koniec kropka.
Skończywszy jeśc udałem się znowu na sale zaopatrzając się o czasopismo o które prosiła mnie Gemma. Położyłem je przy łóżku, przyjrzałem się dziewczynie. Spała, klatka piersiowa unosiła się powoli do góry a potem swobodnie opadała. Kości policzkowe miała wyraziste tak samo obojczyk. Była blada jak ściana. Usiadłem na krześle i zacząłem czytac bardzo interesującą książkę do fizyki kwantowej.

_____________________


Ta, ta, ta. Wiem, że krótki, ale zrozumcie człowieka. Na dworze +50 i myślicie, że chce mi się cokolwiek pisac?
Nie wiem czy was to zainteresuje ale pisze równierz dwa inne blogi:
1) Dont Leave Tonight Stay
2) You Have One Choice

środa, 27 czerwca 2012

18.

Osiemnaście
PROSZE WSZYSTKICH KTÓRZY CZYTAJĄ TO OPOWIADANIE SKOMENTOWALI TĄ NOTKĘ, GDYŻ JEST TO JUŻ KONIEC OPOWIADANIA - PRAWIE KONIEC. JESZCZE KILKA ROZDZIAŁÓW. POD TĄ NOTKĄ POWINNO SIĘ POJAWIC 76 KOMENTARZY - BO TYLE WAS TO CZYTA. 

Liam rozwalił się na sofie zajmując ja całą dla siebie. Nie miałem wyjścia i musiałem usiąśc na fotelu, Gemma usiadła mi na kolanach. Przygladałem się chłopakowi dłuższą chwilę. Czułem, że skądś go znam, ale za chiny nie mogłem sobie przypomniec skąd. Jęknąłem cicho kiedy chłopak dobrał się do pilota i zaczął skakac po kanałach, zdnerwowany wrzasknąłem:
-Zdecyduj się!

Chłopak spojrzał na mnie spode łba. Wywróciłem oczami i powróciłem do zabawy włosami dziewczyny.


Xxx


-Kto to był? - sytałem gdy dziewczyna zatrzasneła drzwi za Liam'em, spojrzałem w jej oczy, było w nich widac przerażenie, niepewnośc oraz ból.
-Nikt.. - mrukneła odwracając się tyłem, chwyciłem ją za rękę i lekko przyciągnąłem ją do siebie
-Serio? Wyglądało inaczej.
-Zayn możemy o tym nie rozmawiac dzisiaj? - poprosiła
-Możemy, ale znasz moją ciekawośc i jestem na tyle ciekawy, że chce wiedziec kto to jest, lub był dla ciebie. Więc jak będzie? -spytałem, uniosłem jedną brew do góry.
Dziewczyna powędrowała do kuchni, usiadłem na sofie. Czekałem aż Gemma wróci, ale jakoś się na to nie zanosiło, więc wstałem i ruszyłem w jej kierunku. Nie było jej w kuchni więc zaciekawiony udałem się do jej pokoju, równierz jej tam nie było. Jęknąłem cicho. Tak poprostu wyparowała? No chyba nie.
Po chwili usłyszałem trzask. Przerażony pobiegłem za hałasem. Ujrzałem Gemme, leżała na podłodze. Podbiegłem do niej, była cała blada, miała sine usta. Zdenerwowany zadzwoniłem na pogotowię, próbowałem obudzic dziewczyne, ale nic z tego. Zaczeło się. Pierwszy atak Gemmy, pierwszy atak który może doprowadzic do śmierci.. Co zrobiłem? Usiadłem przy blacie, kolana podciągnąłem do pobródka i zacząłem płakac. Tak poprostu.


xxx


Pogotowię zabrało dziewczyne do szpitala. Pytano się mnie czy jestem z rodziny, odpowiedziałem, że nie koniecznie. Kazano mi zostac w domu. Nie wytrzymałem, cóż, jestem nadpobudliwym człowiekiem i pojechałem sam do szpitala, prędzej wpadając jeszcze do domu i zabierając z niego potrzebne rzeczy, bo sam nie wiem jak długo posiedze w szpitalu, spakowałem kilka rzeczy Gemmy i swoich, nie informując rodziców – chociaż sami dopytywali sie co mi się stało – pojechałem do kliniki gdzie wywieziono dziewczynę. Zacisnąłem mocniej dłonie na kierownicy i mało brakowało i wjechałbym w samochód stojący na podjeździe. Albo się uspokoje, albo spowoduje więcej wypadków niż się wydaje.

Zaparkowawszy samochód przed wejściem wyszedłem z niego kierując się do informacji. Pielęgniarka powiedziała mi, że Gemma leży w sali 18 na drugim piętrze. Bałem się ją zobaczyc, chciałbym ją zapamiętac uśmiechniętą, pełną kolorów, zdrową. A teraz jaka była? Blada, słaba, chudą, posiniaczoną. Oparłem głowę o szybę, leżała podłączona do wielu kabelków, blada, nie tętniła życiem. Pojedyncza łza pociekła po moim policzku, kochałem ją sercem, nie oczami. Nie ważne jak trudne jest życie, nie trac nadziei.

-Jak narazie wszystko z nią dobrze. - usłyszałem głos, podniosłem głowe, obok mnie stał ojciec Gemmy w białym fartuchu, był lekarzem.

-Skąd to pan wie? Przecież i tak umrze. - mruknałem pod nosem ocierając kolejną łze, poczułem, że mężczyzna kładzie mi dłoń na ramieniu, spojrzałem na nie spode łba
-Umrze. Ale umrze w spokoju. - powiedział, na jego twarzy pojawił się przelotny uśmiech -Chodz ze mną.

Lekarz popchnął mnie lekko w drugą strone szpitalu, nie chciałem z nim iśc, wolałem zostac z Gemmą, byc przy niej, ale jednak coś mi mówiło, że warto iśc z jej ojcem. Doszliśmy na oddział chorób zakaźych. Mężczyzna podał mi maskę którą musiałem ubrac, bez sprzeciwów nałożyłem sobie ją na usta, torby zostawiłem w pokoju Gemmy.

-To Livia, ma osiemnaście lat. Jest w wieku Gemmy. Ma guza w mózgu. Nikt ją nie odwiedza prócz jej chłopaka. Umiera, jednak pogodziła się z losem swojego życia. - odpowiedział wskazując blondynke leżącą na łóżku, obok niej siedział chłopak z rudymi włosami, mocno ściskał jej dłoń -Zrozum. Nie jesteś jedyną osobą która nie chce by ktoś umierał kogo kochasz.
-Pan chyba mnie jednak nie rozumie.. - mruknałem kierując się w strone wyjścia z oddziału
-Owszem, nie rozumie. Ale wiem, że kochasz Gemme całym sercem.
Usłyszawszy to odwróciłem się w jego strone, spojrzałem w jego oczy i odpowiedziałem:

-Pan chyba nie ma pojecia jak bardzo.

______
Trolololo. Macie rozdział, wyszedł jak wyszedł. Wiem, że krótki ale pisałam, żebyście miały :) Tak jak wspominałam, skomentujcie, bo chce wiedziec czy te 76 ludzi czyta tego bloga. 

wtorek, 19 czerwca 2012

~

A więc tak koty. 
Nie wiem czy każda z was zdaje sobie sprawę, ale przez ten upał normalnie nie chce się nikomu nic. Tak samo mi - nie chce się pisac. Co prawda staram się pisac chociaż linijkę dziennie, ale mam nadzieję, że wybaczycie tą nieobecnośc...

+ wpadłam wczoraj/dzisiaj na nowe opowiadanie w roli głównej - Zayn.
Więc tak, Zayn Malik - nałogowy palacz, alkoholik, bad boy, znajduje się w więzieniu. Skazano go na (i tu nie wiem na co, możecie podsunąc pomysły, byle nie na jakieś 2 lata, tak na jakieś dwa miesiące by był skazany), no i wychodzi z tego więzienia. Jego rodzina nie chce go znac, przyjaciele go olali, tylko jeden go ceni. Bowiem ten jego kolega będzie pracował na lewych papierach, Zayn u niego będzie mieszkał, Malik chce się zmienic, bo ma dośc tego życia w "ucieczce". Przez przyjaciela będzie miał kłopoty, policje na karku, etc. No i jak wiadomo - dziewczyna (prosze, podsuncie mi imiona). Zastanawiam się, czy jego przyjacielem nie będzie Harry, ouł jea. Wrąbie w to opowiadanie całe One Direction - tak myśle. :) 


`
~

czwartek, 14 czerwca 2012

17

Siedemnaście


Chwyciwszy dłoń dziewczyny wyszliśmy z kina. Jesteśmy ze sobą dokładnie dwa tygodnie nie licząc sprzeczki sprzed kilkunastu dni. Kocham ją, czasem zastanawiam się co będzie potem. Kiedy umrze. Kiedy jej ogromne serce przestanie bic. Kiedy to wszystko co piękne się kończy, a wszystko się kiedyś kończy. Nawet życie.

Przychodzi moment kiedy leżysz w łóżku i nie masz ochoty na nic, tylko chcesz spac u boku swojej drugiej połówki. Tak właśnie było dzisiaj. Uniosłem jedną powiekę, Gemma ułożyła swoją kruchą, bladą dłoń. Jej klatka piersiowa unosiła się w górę i dół, żyła. Uśmiech z jej twarzy wcale nie schodził, jakby właśnie teraz śniło jej się coś wspaniałego. Może ja też śnie? Śnie o tym, że moja wielka miłośc leży obok mnie, jest chora na białaczkę? Nie, niestety nie. To wszystko jedno wielkie gówno które zebrało się w moim życiu, które musze poukładac, i się z nim pogodzic.

Zamknąwszy ponownie oczy przypomniałem sobie dzień sprzed kilkunastu lat. Mały chłopiec bawiący się w piaskownicy, robiący babki z piasku. Miał wtedy krótkie czarne włosy, lekko postawione na żelu przez ojca. Towarzyszyła mu mała, czarnowłosa dziewczynka, swoje włosy miała spięte w dwa warkocze. Była w tym samym wieku co ja. Pamiętam ja dziwnie wymawiałem jej imie, coś w rodzaju "dżem". Miała wtedy na sobie żółtą sukienkę w zielono-niebieskie kwiatki, prawdopodobnie dostała ją po którejś z moich sióstr. Trzymała wtedy w prawej dłoni łopatkę, a buzię wraz ze mną miała ubrudzoną czekoladą którą dostaliśmy od matki dziewczyny. Mieliśmy fioła na jej punkcie, zawsze ją jedliśmy jak się spotykaliśmy. Zawsze chodziliśmy na lody czekoladowe bądz vanilliove, i jadaliśmy je przez cały dzień, aż rodzice koniecznie nam zabraniali mówiąc, że zęby nam się zniszczą, i straszyli nas tym, że odwiedzimy dentystę.

Wspomnienia które wypełniały mój mózg były wspaniałe, sam zastanawiałem się jakim cudem nie pamiętałem Gemmy kiedy obudziłem się w szpitalu po imprezie.
Podpniosłem sie kiedy usłyszałem dźwięk wibracji swoojego telefonu. Wstałęm z łóżka, i zabrałem komórkę z biurka dziewczyny. Na wyświetlaczu pojawiło się imie "Blake". Zawachałem się. Nie widziałem się z nim od dawna, większośc czasu spędzałem z dziewczyną, wszystkie proponowane spotkania z przyjacielem ignorowałem. Nie chciałem ich obydówch stracic, obaj byli dla mnie ważni. Blake doskonale mnie rozumiał, a Gemma była dla mnie osobą do której miałem zaufanie, którą kochałem.

Nacisnąłem zieloną słuchawkę i opuściłem pokój dziewczyny.

-Hallo? - spytałem

-Dzisiaj, godzina osiemnasta, impreza u Aarona. - walnął prosto z mostu mój przyjaciel – Nie daj się nakłaniac. Zabierz ze sobą Doyle, i chodz.

-Nie obiecuje. - mruknąłem

-Niech będzie. - dodał rozłączając się

Ścisnąłem mocniej telefon i wrzuciłem go do kieszeni spodni. Otworzyłem drzwi, Gemma siedziała na skraju łóżka, opierała się o blat stolika. Na jej głowie powstało siano, włosy były całe rozczochrane, a oczy popuchnięte, jakby wcale nie spała. Podeszłem do niej i pocałowałem w czubek głowy. Usiadłem obok niej, przytuliła się do mnie i poprostu zaczeła płakac. Gładziłem ją po plecach gapiąc się w jeden punkt. Zdjęcie małej dziewczynki wraz ze starszą kobietą. Gemma miała wtedy około dziesięc, jedenaście lat, uśmiechała się, a kobieta miała kilka piegów, rude włosy jak marchewki, nie uśmiechała się, co lekko mnie zaciekawiło.

Dziewczyna oderwała się ode mnie, wycierając chusteczkami czerwony nos, uśmiechnąłem się do niej, i pocałowałem ją lekko w usta.

-Kim jest ta kobieta na zdjęciu? - spytałem

-Moja matka. - mrukneła wstając z łóżka i opuszczając swój pokój zabierając przy tym spodnie i bluzkę leżące w kącie

Przyglądałem się zdjęciu jeszcze chwile, po czym sam wstałem z łóżka i ruszyłem w stronę kuchni. Ojca dziewczyny już nie było, bo pewnie pełnił dyżur w szpitalu. Poszperałem po szufladach kuchennych w poszukiwaniu czegoś do zjedzenia. Wyjąłem makaron oraz sos pomidorowy, Zayn Malik postanowił zrobic spaghetti. Wzywajcie już straż pożarną. Dawno nie gotowałem, więc byc może, dzisiejszy przysmak okaże się totalną porażką. Nie zdziwiłbym się.

Wyjąłem dwa talerze oraz dwa widelce, oraz dwie szklanki, przydekorowałem obiad liścmi mięty. Włączyłem radio z którego wydobyła się cicha muzyka. Po schodach zeszła Gemma w mokrych włosach. Uśmiechnąłem się na ten widok, podeszłem do niej, przyciągnąłem ją za biodra, i lekko musnąłem jej usta. Uśmiechneła się do mnie, przeczesała mi włosy dłonią, i złożyła na policzku buziaka. Chwyciłem ją za dłoń, i zaprowadziłem do jej kuchni. Odsunąłem krzesło, nalałem wody do szklanki, a na talerz nałożyłem makaron wraz z sosem, ponowiłem czynośc dla siebie.

Po skończonym obiedzie usiedliśmy przed telewizorem. Oglądaliśmy jakąś komedie, jednak nie mogłem się skupic. Rozpraszały mnie zielone oczy dziewczyny.

Po mieszkaniu rozległ się dzwięk dzwonka do drzwi. Gemma spojrzała na mnie błagalnym tonem był otworzył, przewróciłem oczami, i podeszłem do drzwi w których stał chłopak w brązowych włosach z blond pasemkami. Był wysoki, co nie uszło mojej uwadze. W prawej dłoni trzymał siatkę.

-Jest Gemma? - spytał

-No jest. - mruknąłem

Chłopak przyglądał mi się, mineła chwila zanim zrouzumiałem aluzje.

-Gemma, ktoś albo coś do ciebie.

Usłyszałem wolny krok dziewczyny. Wlokła się do tych drzwi jak ślimak, też by mi się nie chciało. Staneła jak wryta kiedy ujrzała chłopaka. Mineła chwila zanim coś odpowiedziała.

-Liam co ty tu robisz?

-Twój tata mnie przysłał, by przekazac ci tą siatkę. - podał dziewczynie ową rzecz, stałem oparty o drzwi, całe zajście wyglądało tak jakby nikt się mną nie interesował

-Wejdziesz? - spytała sprawdzając zawartośc torby

-Czemu by nie. - mruknął lustrując mnie wzrokiem, miałem ochote podłożyc mu noge.



_________________

O ezu. Macie. :D

Jakoś mi się podoba ten rozdział. ŚWIĘTO! Ide zapisac w kalendarzu. Hahah. Jak pisałam coś tam o widelcach, to przypomniał mi się Liam i postanowiłam go dodac. Macie coś przeciwko?

Pozdrawiam! + coś mi sie pieprzy z blogiem ;/ Jakoś dziwne są notki... ale spooko.. 

czwartek, 7 czerwca 2012

16

Szesnaście


Usiadłem na skraju łóżka, przede mną znajdował się plecak do którego wrzucałem ubrania które mogły mi się przydac w mieszkaniu. Saffa siedziała u mnie w pokoju na krześle, na swoich chudych kolanach miała kotke, a w buzi miała lizaka. Krzątałem sie po pokoju w szukaniu nie zbędnych rzeczy do wyjazdu. Co do pracy... Chwilowo będe pracował w sklepie przy szkole, więc nie będe miał daleko. Od razu po lekcjach będe tam chodził i siedział do osiemnastej, pensja nie jest tak doskonała jak w poprzedniej pracy, ale cieszę się, że coś znalazłem.
-Kiedy znowu przyjedziesz? - spytała dziewczynka
-Może za tydzień, góra dwa. - mruknałem czochrając siostrze włosy, podskakując zeszłem po schodach, matka siedziała przed telewizorem, a resztę gdzieś wywiało. Zabrałem z blatu kuchennego talerzyk z kanapkami dla mnie i dla siostry która przeniosła się z krzesła na łóżko, uśmiechnąłem się na widok tego słodkiego widoku, Saffa uśmiechała się od ucha do ucha, na jej policzkach ukazały się dwa małe dołeczki. Właśnie teraz zrozumiałem jak bardzo kocham Gemme – dziewczynę która odmieniła jego życie, która powiedziała mu, że palenie jest złe, dziewczynę która go zmieniła na lepsze, na chłopaka który zaczął przejmowac sie innymi, nie był tym egoistą co zawsze. Nauczył się kochac.
Zabrałem plecak z ziemi, pocałowałem Saffe w czubek głowy, zbiegłem po schodach, uczyniłem to samo z matką, mruknąłem:
-Jade. Mam sprawe na miescie.
Dziewczynka podbiegła do niego, w prawej rączce trzymała swojego różowego jednorożca z którym nie rozstawała się nigdy. Zawsze z nim chodziła spac. Saffa uczepiła się moich spodni.
-Wróce, obiecuje. - odpowiedziałem
Wyjechałałem z podjazdu, nie patrząc czy wjade w jakieś przebiegające dziecko, w inny samochód czy w inny przedmiot. W drodze zapiąłem pasy, bo dopiero teraz zorientowałem się, że nie mam ich zapiętych. Byłem zbyt zdenerwowany by teraz nie zrobic tego, co powinienem zrobic dawno temu. Muzyke w radiu podgłośniłem gdyż oddawała upust moim emocją, które w obecnej chwili warjowały. Sam nie wiem co czułem, byłem zdnerwowany, to na pewno, ale co jeszcze? Poza wściekłością nie czułem nic innego? Nie byłem tego taki pewien. Jechałem teraz może ze sto na godzine, napewno nie chciałem wylądowac trzeci raz w szpitalu, ale jeśli się tak stanie, to będe z tego powodu w stu procentach szczęśliwy, tam dadzą mi jakieś środki uspakające.
Zaparkowałem samochód przed szkołą, lekcje jeszcze trwały, miałem zamiar przerwac właśnie jedną z nich. Szarpnąłem drzwi, na korytarzu panowała zupełna cisza, zdyszany przebiegłem kilka par drzwi, aż zatrzymałem się nad salą fizyki. Zajrzałem przez drzwi, by upewnic się, że siedzi na swoim miejscu. Przyglądała się nauczycielkce z zaciekawieniem, jej cera zbladła. Wziąłem głęboki oddech, i wparowałem do klasy. Nauczycielka zaczeła po mnie wrzeszczec, że powinienem zachwowac się bardziej odpowiedzialnie, no to właśnie to robie, nie? Zachowuje się odpowiedzialnie. Dziewczyna podniosła na mnie wzrok, oparłem się o jej ławkę, na co trochę pochyliła się do przodu. Wszyscy wlepili we mnie wzrok, jakbym właśnie zrobił coś czego się nie spodziewali. Wybaczcie, ale jestem Zayn Malik, człowiek który może zrobic dosłownie wszystko, człowiek który dąży do celu, który nie przejmuje się życiem, nie słucha opini innych, chłopak który kocha Gemme Doyle.
-Kocham cię do cholery. - jęknąłem, wyraz dziewczyny zmienił się w zaskoczenie
-Też cię kocham. - mrukneła dażac mnie pocałunkiem w usta, nauczycielka westchneła tuż nad moją głową
-Chodz. - powiedziałem kiedy oderwaliśmy się od siebie, dziewczyna spakowała swoje rzeczy do torby, chwyciłem ją za kruchą dłoń i wyprowadziłem z klasy. Wszyscy byli zbyt oszołomieni by myślec racjionalnie. Zamknąwszy drzwi sali fizycznej, pocałowałem dziewczynę w usta, tym razem namiętnie, z większą zachłannością.
-Gdzie idziemy? - zamruczała
-Zobaczysz. - odpowiedziałem jej, zabierając ja do samochodu, kulturalnie otworzyłem jej drzwi, które zaraz zamknąłem, zająłem miejsce uradowany przed kierownicą, i odpaliłem silnik kierując się w miejsce które Gemma powinna zobaczyc jeszcze przed swoją śmiercią. Postanowiłem nie poruszac tego tematu, powinniśmy się cieszyc swoim szczęsciem które chyba było ważniejsze.
Xxx

Zaparkowałem samochód na polanie na której spędzałem większośc swojego dzieciństwa w towarzystwie sióstr. Niedaleko stąd rozciągało się ogromne jezioro Joklay Lake*. Chwyciłem dłoń dziewczyny i ruszyliśmy przez bujne pole w stronę wód. Szliśmy w milczeniu, Gemma co chwilę całowała mnie w policzek, obaj uśmiechaliśmy się do siebie jakby to był ostatni dzień w naszym życiu. Wspieliśmy sie na małe wzgórze, dziewczyna staneła osłupiała widokiem. Jezioro otaczały żniwa, na niebie pojawiło się zachodzące słońce, na jeziorze dryfowały dwie łodzie, pewnie rybacy. Gdzie nie gdzie można było dostrzec kaczki, łabędzie. Zdjałem bluze i położyłem ją na ziemie, byśmy mogli na czymś usiąśc. Pociągnąłem za sobą dziewczynę, jej czarne włosy latały z każdej strony, dlatego spieła je w niechlujny kucyk. Oparła swoją głowe na moim ramieniu, i chwyciła moją dłoń.
-Jest przepięknę. Nigdy tego widoku nie zapomne. - odpowiedziała spoglądając w moje oczy, uśmiechnąłem się i pocałowałem ją w usta, a potem w czubek głowy. -Kocham cię, Zayn.
-Też cię kocham. - odpowiedziałem kładąc się na ziemi.

__________________
*nawet nie wiem czy jeziora są w Brandford, więc wymyśliłam :D
YHY, i macie Gemme. Musiałam ją dodac, bo byście mnie chyba zabili jakby się nie pojawiła przez kilka rozdziałów. XD Hah, miał wyjśc dłuższy, niż zazwyczaj, taki wiecie, bonus, ale chyba jakos nie wyszło, ale taki jakoś romantyczny w cztery dupy mi wyszedł ;o
+ coś spieprzyło mi się z czcionkami ;o

poniedziałek, 4 czerwca 2012

15.

Piętnaście



*na początek, ciekawiło mnie ile z was zauważy, że Zayn spotkał się z rodzicami, na początku opowiadania pisałam, że Malik opuścił dom, nie chciał nawet do niego wracac i bla bla bla. Tylko dwie osoby to zauważyły, i dziękuje wam za to*

Obudziłem się w swoim starym pokoju. Niebieskie ściany przypominały miejsce dla obłąkanych, a łóżko na którym leżałem było całe z kurzu. Nikt tutaj widocznie nie zaglądał od mojego opuszczenia. Plakaty z piłkarzami odklejały się, a jeden z nich spadł powodując lekki szum. W pokoju było duszno, kurz unosił się w powietrzu jak równierz piórka. Nie sądziłem, że jeszcze kiedyś tutaj się znajde, a jednak pozory mylą.
Wyskoczyłem z łóżka jak oparzony bo poczułem, że coś drapie mnie po plecach, a przecież to nie możliwe, skoro jestem tutaj sam na sam. Rozejrzałem się po pokoju, i ku mojemu zdziwieniu po moim posłaniu spacerowała mała, szara mysz. Jęknąłem cicho, włożyłem stworzenie do starego pudełka i wyniosłem ją na dwór, wypuszczając ją na wolnośc. Powietrze było zimne, zbierało się na deszcz, więc szbko wparowałem do holu, gdzie zastałem Saffe w piżamce w koniki, chichotała.
-Z czego się śmiejesz? - spytałem, zabrałem dziewczynke na ręce, i posadziłem na kuchennym stole, oparłem się o blat, i spojrzałem w ciemne oczy dziewczynki, które iskrzyły szczęsciem.
-Z ciebie. - mrukneła śmiejąc się.
-Ze mnie? - spytałem zdumiony odpowiedzią siostry
-Nie masz koszulki. - przytuliła się do mnie mocno, jej małe rączki oplotły moją szyje.
No tak, nie miałem koszulki, bo nigdy w niej nie chodziłem spac, to chyba normalne, nie?
Wyciągnąłem z szafki dwie miski do których wlałem mleko i wsypałem płatki czekoladowe, jedna z nich podałem siostrze, usiedliśmy przed kanapa i zaczeliśmy spożywac nasze śniadanie. Kotka którą podarowałem Saffie na urodziny nosiła imie Beauty, wskoczyła na moje kolana i zaczeła się łasic, dziewczynka pogłaskała jej nowego pupilka, oparła się o moje ramie i wlepiła wzrok w bajke o czerwonym kapturku.

Xxx

Wziałem prysznic, przebrałem się w swoje stare ubrania które dziwnym sposobem nie zostały wyrzucone z pokoju, i wyszedłem się przejśc. Gdzie nie spojrzałem widziałem jej bladą cere, kocie oczy, czarne jak noc włosy. Jej uśmiech, jej twarz. Kochał ją, ale nadal nie wierzył w to co usłyszał, sądził, że z nią spędzi całe swoje życie, że weźnie z nią ślub, będzie miał gromadke dzieci tak ciekawskich jak Saffa.
Usiadłem na ławce w parku, wyjąłem z kieszeni zapalniczke oraz ostatniego papierosa. Zaciągnąłem się w gorzkim mentalowym smaku szlugi, nieustanne drapanie w gardle i chęc zapalenia odeszła jak ja kiedy nie chciałem juz spedzac nocy z dziewczyną.
Xxx

Zabrałem Saffe i poszliśmy do wesołego miasteczka. Dziewczyna ucieszyła się, kupiłem bilety na wszystkie atrakcje jakie były tutaj dostępne, kupiłem siostrze wate cukrowa, chwyciłem za małą, kruchą rączke. Uśmiechnąłem się do niej, a ona pokazała swój rząd białych ząbków. Weszliśmy na pierwszą atrakcje – fliżanki do których musieliśmy wejśc, kręciły się w koło. Byłem lekko znudzony, no ale czego nie robi się dla siostry. Przynajmniej miałem czas by pomyślec.
Kwestia pracy, ano właśnie. Evan zamknął zakład, nie mam gdzie pracowac. Mógłbym spytac się ojca czy da mi robotę w jego zakładzie samochodowym, ale jak mówiłem – boje się go. Zayn Malik boi się starego sknery. Hah.

Xxx

Do domu wróciliśmy przed zachodem słońca, Doniyah, Waliyah oraz matka przyżądzały kolacje, która składała sie z kurczaka, oraz sałatki warzywnej. Poczochrałem dziewczyną włosy, matke pocałowałem w policzek, a Saffe zabrałem na ręce i poszedłem z nią do swojego pokoju. Rzuciłem ją na łóżko, a ta zaczeła się śmiac, połaskotałem dziewczynkę po brzuchu, zaczeła mnie lekko kopac, nie przestawała się śmiac.
-Zayn, przestań. Haha.
Posłusznie przestałem, i usiadłem na skrawku posłania.
-Masz dziewczyne? - spytała a w środku coś mnie ukuło, fakt, nie powinnienem zostawac Gemmy samej, ale przeraziłem się.
-Saffa, moja dziewczyna jest chora. - mruknąłem wlepiając wzrok w swoje buty.
-Poznam ją? - spytała wiercąc się
-Może. - ucałowałem ją w czoło, do oczu napływały mi łzy – Chodz, bo kolacje nam zjedza.


_______________________________
Yhy, i znowu Gemmy brak :D
+ mam pytanie, zmienic nagłówek?

piątek, 1 czerwca 2012

14

Czternaście


Nie wierzyłem w słowa Gemmy. Sądziłem, że robi sobie żarty, ale po jej minie mogłem jedynie wywnioskowac, że to co powiedziała, to jedna wielka prawda. Czułem napływajace do oczu łzy, zacisnąłem pięsci, chwyciłem zeszyty, na ramie nałożyłem plecak, i wybiegłem z klasy. Usłyszałem głuche wołanie nauczycielki i jej. 
Wyciagłem z kieszeni paczuszke papierosów, a po chwili jednego juz mialem w buzi i delektowalem sie jego zapachem. Ostre drapanie w gardle odeszło, zostały tylko łzy napływajace do oczu. Otarłem je szybko, zeszłem z murku na ktorym siedziałem i w szybkim tepie udałem się do swojego mieszkania. Po drodze kopałem w murki, rośliny, kubły, w wszystko co napotkałem na drodze. Byłem cholernie zły, zawiedziony. Czułem jak enegria we mnie rozpiera, ale nie miałem na czym jej rozładowac.
Zrzucilem z siebie buty oraz bluze i położyłem na chłodnej podłodze. Do czoła przyłożyłem lodowata dłon, upał który zawładnął moim ciałem zszedł szybciej niz myślałem.
xxx

Obudził mnie budzik, który natarczywie zaczął dzwonic mi przy uchu. Przez przypadek zrzuciłem go na podłoge na której się znajdowałem, powodujac, że tarcza zegara zbiła sie w okruszki. Moj mózg zaczął przywracac zdarzenia wczorajszego dnia. Białaczka. Gemma. Przeklety dzien.
Był wtorek, nie koniecznie chciało mi się iśc do szkoły, nie poto by słuchac jak dziewczyna mnie przeprasza. Nie chciałem słychac tego jak jest jej przykro, mogła wcześniej powiedziec, zdecydowanie wcześniej, nie zakochałbym sie w niej.
Przeleżałem w tej pozycji większośc dnia, nie przejmując sie życiem, kotem. Niczym i nikim. Nic nie jadłem, nie piłem, tylko ja i paczka papierosów.
Mijały sekundy, minuty, godziny, nikt nie przychodził, nikt się mna nie interesował. Właśnie w takich sytuacjach wychodzi na to czy ma się przyjaciół i znajomych, ale widac Zayn Malik nie zasłużył ani na jedno ani na drugie.
Pokój owinął smuga dymu, z każdym wdechem powietrza czułem sie znacznie lepiej. Oczy zaczeły mi łzawic, chciałem z tąd odejśc, zniknąc z tego świata czym prędzej. Nikt się mna nie interesował, to i ja się nikim nie będe interesował. Ale przed tym chciałbym znaleźc sie w jednym domu. W domu w którym sie wychowałem, tam gdzie spędziłem większośc swojego życia, w domu państwa Malik. W domu mojej rodziny.
Wziąłem prysznic, przebrałem sie w ubrania które nie zostały nasiąkniete dymem, i wpakowałem sie w samochod zabierajac ze soba kotke która podaruje Saffie. Wiedziałem, że długo tam nie zagoszcze, bo ojciec prędzej będzie chciał mnie wyrzucic z domu. Matka jeszcze jakoś przeżyje siedzenie w moimtowarzystwie, a Saffa, Doniyah i Waliyah będą się raczej cieszyc, że w końcu po roku mnie spotkają.
Zaparkowałem samochodem przed kremowym domem, brązowym płotem, ogród nic się nie zmienił. Po trawie walały sie zabawki, rowery, rakiety tenisowe. Dosłownie wszystko. W powietrzu unosił się zapach grilla, śmiechy dzieci, zwłaszcza Saffy. No tak, jej urodziny. Na śmierc zapomniałem. Nie miałem dla niej żadnego prezentu, mimo to mam cichą nadzieję, że ucieszy sie z mojego widoku.
Wyłoniłem sie za filaru, przy stole siedziała matka, ojciec, moje siostry i trzy kompletnie nie znane mi dziewczyny. Chciałem już zawrócic, odejśc, ale Doniyah mnie zauważyła. Wstała z krzesła, podbiegła i mocno mnie przytuliła. Objąłem ja, pocałowałem w czubek głowy. Wtuliła sie do mnie na tyle mocno, że trudno było ją oderwac. Najbardziej bałem sie reakcji ojca, wyrzucił mnie z domu wtedy kiedy poraz czwarty zobaczył mnie pijanego z papierosem w ustach. Ten tylko mi się przyjżał, mruknął coś pod nosem, podszedł i tak poprostu się do mnie przytulił, Saffa wskoczyla mi na tors, Waliyah przytuliła się do mnie, a matka zrobiła to samo co reszta tylko dodatkowo zaczeła płakac, przyznam sie, rownierz uroniłem kilka łez. Jako, że przywiozłem ze soba kotke, postanowiłem ją oddac dziewczynce i sprawic jej jeszcze większą przyjemnośc.

_____________________________
Yhy. Nie podoba mi się :< 

wtorek, 29 maja 2012

13

Trzynascie


 Minelo kilka dni zanim wyszedlem ze szpitala. Oczywiscie nie obeszlo sie bez sliwy na oku, i paru sincow. Cieszylem sie, ze moge isc w koncu do szkoly. Bede mogl spotkac sie z Gemma. 

 Spakowalem sie na lekcje i opuscilem swoje mieszkanie z papierosem w ustach. Czulem jak kazdy miesien napreza mi sie, mialem ochote oddac Greg'owi, chociaz szanse mialem malutkie.
 Otworzywszy drzwi do szkoly poczulem zapach potu, okropnego jedzenia - chociaz lepszego niz szpitalnego. W tlumie zauwazylem Lexi wraz z Blake'm. Rozmawiali o czyms zawdziecie, wiec postanowilem sie do nich przylaczyc. Nie cieszylem sie, ze bede stal twarza w twarz z byla, mimo to przystanalem obok przyjaciela i przybilem z nim piatke, dziewczyne zlustrowalem wzrokiem, a ta tylko sie usmiechnela.
-Impreza. Dzisiaj. - zagadnal Blake
 Usmiechnalem sie na sama mysl o zabawie w towarzystwie dziewczyn, ale zaraz sie sprostowalem kiedy przypomnialem sobie o Gemmie. Moje oczy pewnie swiecily sie teraz jak dolary, mimo to odparlem;
-Jakos nie mam ochoty.
 Cale towarzystwo popatrzylo sie na mnie spode lba. Tak wiem, Zayn Malik nie chce isc na imprezie. Haha, pierwszy raz odmawiam komus melanzu.
-Nie masz goraczki? Czym cie tam faszerowali w tym szpitalu? - spytal Aaron ktory dolaczyl sie do naszej rozmowy tuz przed moim odmowieniem
-Naprawde nie mam ochoty. Mam odpoczywac. - mruknalem
-Co ci ta dziewczyna zrobila z mozgiem, huh? - zapytala Lexi ktorej zaraz poslalem grozne spojrzenie
-Napewno naprawila mi go po tobie. - dodalem odchodzac

xxx

 Fizyka. Fizyka. Fizyka. Ten przedmiot chodzil mi po glowie cala lekcje geografi. Zaraz bedzie dzwonek i stane twarza w twarz z Gemma, musze z nia porozmawiac na osobnosci.
 Zerwalem sie sekunde przed dzwonkiem z krzesla i podeszlem do swojej szafki wyciagajac z niej ksiazki na kolejny przedmiot. Byla dluzsza przerwa, wiec postanowilem wyjsc i zapalic. Wyszedlem tylnymi drzwiami ktore prowadzily na tyly szkoly. Nigdy nie byly zamykane, wiec bez problemu wygramolilem sie na swierze powietrze Brandford. W powietrzu unosil sie zapach ozonu, grzmialo i padalo. Wyjalem z kieszeni szluge i odpalilem ja. Zaciagnalem sie w gorzkim smaku papierosa, poszulem przyjemne drapanie w gardle.
 Zajalem miejsce w swojej lawce, jak zawsze znajdowala sie na koncu sali. Ucziowe wchodzili, ale nigdzie nie bylo widac dziewczyny. Zaczalem bazgrolic w swoim zeszycie, malowac jakies bazgroly, pisac teksty. Podskoczylem na krzesle kiedy uslyszalem przerazliwy glos nauczycielki.
-Malik do tablicy!
 Rozejrzalem sie po klasie, wszyscy mi sie przygladali. Od kiedy ona tutaj byla? Przeciez chwile temu ludzie wchodzili do klasy. Powolnym ruchem wyszedlem z lawki, i podeszlem do nauczycielki. Miala dlugie brazowe wlosy splecione w gruby warkocz, okulary ktore widnialy na koncu jej nosa, zielone oczy ktorymi wlasnie teraz mi sie przygladala. Bylem znacznie wyzszy od niej, i zastanawialem sie wlasnie teraz jak to wyglada, zapewnie zabawnie.
-Co mam zrobic, pani Clark? - spytalem wyraznie podkreslajac jej nazwisko
-Jak to co? Ty sie jeszcze mnie pytasz? - warknela, poczulem jak jej slina leci prosto na moja twarz, przymknalem oczy, i wytarlem sie
-Moglaby chociaz pani nie pluc. - mruknalem na co cala klasa zaczela sie smiac
-Cisza!!! Masz pale, znowu. - odpowiedziala
-Fuck. - jeknalem
 Skierowalem sie na swoje miejsc posylajac klasie usmieszek. Zauwazylem, ze ktos usiadl do mojej lawki, nie wiedzialem kto, bo wysoka Olive mi zaslaniala. Byla strasznie wysoka, dlatego takie dalismy jej przezwisko. Kiedy doszedlem wystarczajaco blisko az mnie zamurowalo.
-Przyszlas. - mruknalem siadajac
-W koncu to fizyka. - odpowiedziala usmiechajac sie
-Czemu cie nie bylo?
 Nie odpowiedziala. Gapilem sie na nia czekajac na jej odpowiedz. Po chwili mruknela;
-Jestem chora.
-To czemu jestes w szkole? - dopytywalem sie
-Zayn, nie tutaj. - poprosila, jednak ja bylem zbyt ciekawski
-Dlaczego?
-Jestem chora na bialaczke. Ja umieram, Zayn.

______________________________
TADA !!!!!!!!!!!!!
SZOK, HUH?
Chcialam to zostawic na bardzo dalsza czesc opowiadania, no ale cos mnie podkusilo by teraz to wsadzic.
Love ya.
+ wybaczcie, ze taki zalosny, ale koncowka genialna. Chyba.
++ Zapraszam na moje drugie opowiadanie o ZAYNIE, niestety zaatakowali mnie na nim hejterzy i nie mozna dodawac komentarzy, ale opinie mozna wysylac mi na gg. A oto link do bloga; http://believe-in-dreamss.blogspot.com/

środa, 23 maja 2012

12

Dwanascie
Z dedykajcja dla Marty. 

 Nalozywszy na swoje plecy plecak wyszedlem z domu kierujac sie ku szkole. Gemma wyszla znacznie wczesniej mowiac, ze musi sie przebrac, odswiezyc. Cieszylem sie z tego, ze jestem z nia, bo w koncu dopialem swego, ale po drugiej stronie nie bylem z siebie zadowolony. Bede musial jakos rozegrac sprawe z Lexi ktora burzyla kazdy moj nowy zwiazek. Ktory i tak dlugo nie trwal.
 Otwarlem wielkie szklane drzwi prowadzace do miejsca edukacji. Kiedy przekroczylem prog kazda para oczu byla skierowana ku mnie. Usmiechnalem sie do nich, i podazylem wzrokiem po korytarzu w poszukiwaniu mojej dziewczyny. Boze, jak to brzmi! "Moja dziewczyna", nie za oficjalnie? Sam nie wiem.
 Mialem stawic sie u dyrekcji, ale jakos nie specjalnie mnie tam ciagnelo. Mijajac sekretariat ujrzalem w nim Blake'a. Nie powinnien byc na zwolnieniu warunkowym? Zmruzylem oczy by lepiej przyjzec sie postaci. Nie mialem wyjscia, i wszedlem do pokoju. Gdy sekretarka mnie zauwazyla od razu usmiechnela sie zapraszajac mnie do gabinetu. Przybilem piatke z przyjacielem po czym usiadlem w "poczekalni" przed pokojem dyrektorskim. Plecak polozylem na krzesle, a do uszu wlozylem sluchawki z ktorych wydobyla sie piosenka Terra Naomi - The Vicodin Song .
 Drzwi otworzyly sie z hukiem, az podskoczylem na krzesle tym samym wyciagajac sluchawki. Popatrzylem sie po bokach, az moje oczy poszybowaly ku gorze. Dyrektor piorunowal mnie wzrokiem, usmiechnalem sie do niego dodajac:
-Tez sie ciesze, ze pana widze.

xxx

 Usiadlem w ostatniej lawce na hiszpanskim. W mojej lawce, mozna to wywnioskowac po wyrytym przez scyzoryk napisem "Vas Happenin? - Z. ". Stukalem nerwowo o blat stolu i czekalem na dziewczyne ktora odmienila moje zycie. Nie przychodzila. Mijaly minuty, nadal jej nie bylo. Sekundy. Nic. Drzwi poruszaly sie tylko wtedy kiedy wchodzili kompletnie nie znani mi ludzie, brak Gemmy.
 Dzwonek oznajmujacy lekcje wyrwal mnie z zamyslen. Zdenerowany oparlem sie o krzeslo, i sie wyluzowalem. Westchnalem glosno kiedy do klasy wszedl Niall. Byly chlopak Doyle. Spiorunowalem go wzrokiem, a on to zauwazyl, bo sam zaczal mi sie przygladac. Pod okiem nadal mial siniaka ktory wcale mu nie schodzil. Z moich ust wydobyl sie cichy smiech, przewrocilem oczami i powrocilem do zamyslen. Niestety cos mi przerwalo.
-Wypierdalaj z mojej lawki. - unioslem glowe, przede mna stal nijaki Greg Owens
 Chlopak byl pierwszy na liscie najbardziej wrednych ludzi w szkole. Nie balem sie go, bo nie bylo czego. Greg byl nieco wyzszy ode mnie, dobrze zbudowany, mial brazowe wlosy postawione na jeza, oraz mocno zielone oczy.
-Wybacz, ale chyba cos ci sie pomylilo. - mruknalem, zabralem lezacy tuz obok mnie dlugopis i zaczalem bazgrolic po zeszycie, chlopak uderzyl piescia w moja lawke, powodujac, ze ponownie unioslem glowe.
-Wypad. - warknal
-Sam wypierdalaj. - mruknalem
 Wszyscy obecni w klasie gapili sie na nas jakbysmy odgrywali jakas scenke w teatrze.
-Wstan.
-Po co? Zeby powiedziec ci, ze to jest moje miejsce? Nie dzieki, juz wole ci mowic to siedzac.
 Wtedy poczulem bol ktory przeszyl moja czaszke. Staralem sie zlokalizowac moje uszkodzenie, ale jakos nie szczegolnie mi to wychodzilo. Wiedzialem, ze leze na ziemi. No i ta ciemnosc.

xxx

 Obudzilem sie w tym samym miejscu co wtedy kiedy poznalem Gemme. Jeknalem cicho kiedy poczulem, ze ktos cos przyklada mi do twarzy. Nie bylem w stanie poruszyc lewym okiem, co swiadczylo o tym, ze prawdopodobnie mam je niezle spuchniete. Otworzylem lewa powieke, i ujrzalem pielegniarke snujaca sie po mojej sali, poprawiajac to i owo, podpinajaca mi jakies rzeczy do ciala. Mruknela do mnie, ze powinienem sie przespac, bo moj stan w obecnej chwili jest umiarkowany. Poslusznie zamknalem oczy i odplynalem w kraine snu.

__________________
Sory, ze taki badziewny, ale potrzebowalam jakiegos "lacznika" do kolejnego.
+ za chwile wywiad z Zaynem <3.<3 Tutaj macie link ; KLIK .

niedziela, 20 maja 2012

11

Jedenascie


 Dzien dluzyl sie nieskonczenie. Mialem ochote wrocic do domu, sprawdzic czy Gemma siedzi w pokoju, przytulic ja, pocalowac. Wszystko brzmi tak banalnie, ale czy zdobede sie na odwage? Z wieloma dziewczynami juz spalem, ale nie zacieslalem wiezi, glownie chodzilo mi tylko o rozrywke. Urywalem kontakty i odchodzilem.
 Moim jedynym problemem byla jeszcze Lexi. Ostatnio czesto sie z nia widywalem, ale nie czulem do niej nic poza obrzydzeniem. Nienawidzilem dziewczyny glownie za calokrztalt. Nienawidzilem jej twarzy, jej charakteru ktory zmuszal mnie do strasznych rzeczy.
 Usmiechnalem sie na sama mysl, ze jeszcze dziesiec minut i moge spokojnie wrocic do mieszkania. Wytarlem brudne dlonie w recznik, i poszlem do gabinetu szefa by odebrac swoja wyplate.
 Zapukalem cicho, i uslyszalem "prosze". Mezczyzna stal do mnie tylem, a w ustach mial cygaro. Zdziwilo mnie to, ze mial na sobie garnitur, Evan malo kiedy go nosil, chyba, ze kroilo sie cos nie fajnego. Zmarszczylem brwi, i usiadlem na przeciwko jego biorka.
-Co jest? - spytalem
 Szef odwrocil sie do mnie. Po jego minie moglem wywnioskowac, ze nie jest ciekawie. Jeknalem cicho.
-Splajtujemy. - odpowiedzial -Bankrutujemy. Nazwij sobie to jak chcesz, ale za dwa dni wszyscy zostajecie zwolnieni. Ty tez, Zayn.
 Nie wierzylem. Co prawda malo mielismy juz klijentow, ale zawsze jakos sie z tego bagna wyciagalismy. Radzilismy sobie. A teraz co? Za dwa dni strace prace. Ciekawe jak znajde nowa prace? Jestem jedynie dobry w sprzetach samochodowych badz motorowych, a o prace mechanika juz ciezko zawalczyc.
-A co z wyplata? - spytalem podnoszac wzrok, czulem, ze krew naplywa mi do zyl, zaraz wybuchne
-Dostaniecie tyle co zawsze. - powiedzial podajac mi plik banknotow -Idz Zayn szukac pracy, nie marnuj sie. I nie wracaj.
 Sciskajac do piersi koperte wyszedlem na zimne powietrze Brandford. Bylem cholernie zly. Mogl nam o tym wczesniej powiedziec, a nie kilka dni przed zamknieciem zakladu. Ze zlosci kopnalem kamyk ktory poszybowal w gore, i kilka metrow ode mnie spadl podskakujac. Wladowalem sie do samochodu, i odjechalem z tego miejsca z piskiem opon. Zacisnalem piesci na kierownicy, wbilem wzrok w jezdnie. Omal nie przejechalem psa ktory przechodzil przez droge.

xxx

 Otworzywszy mieszkanie poczulem swierza won. Nie pachnialo tutaj nigdy tak, wiec podejrzewam, ze Gemma tutaj jest, badz byla.
 Po drodze wstapilem do sklepu i kupilem cos do zjedzenia. Zakupy polozylem na blacie kuchennym. Kotka siedziala skulona na kanapie poglaskalem ja po czubku glowy. Nadal mialem na sobie swoj uniform, wiec zabralem z komody czyste ubrania i poszedlem pod prysznic. O dziwo nie bylo tutaj dziewczyny, zapewne wyszla.
 Zimna woda zmyla moje cialo, zmyla caly stres ktory dzisiaj doswiadczylem. Jednak ciazyla na mnie przerazajaca mysl. Bede musialm wziasc pozyczke od rodziny. Ojciec mi jej napewno nie pozyczy, jedna osoba ktora to mogla zrobic byla to Waliyah'a. Moja siostra.
 Przebralem sie w suche ubrania. Wyszedlem z lazieki, i omal nie potknalem sie o kotke ktora przechodzila pomiedzy moimi nogami. Z kuchni doslyszalem dziwne odglosy. Swoj uniform polozylem na krzesle, rece skrzyzowalem na piersi i oparlem sie o sciane. Przygladalem sie dziewczynie z zaciekawieniem. Kroila pomidor ktory wsypywala do wielkiej miski. Podskoczyla kiedy mnie zobaczyla, usmiechnela sie do mnie, a ja jej odwzajemnilem tym samym gestem. Westchnalem ciezko, i podeszlem do niej obejmujac ja w pasie i calujac ja w policzek.
-Pomoc ci? - spytalem
-Usiadz na sofie, i nic nie rob. - odopowiedziala
 Jeknalem cicho i zrobilem to co kazala. Po kilku minutach dziewczyna polozyla na stolik miske z salatka oraz dwa talerze. Nalozylem sobie troche potrawy, ale zanim skosztowalem spytalem:
-Nie umre, prawda?
-Jesli umrzesz to sama umre, wiec bedzie to ciekawa sprawa dla prokuratorow. - zakpila
 Nadzgalem na widelec troche salatki i skosztowalem. Byla niesamowicie przepyszna. Dawno nie jadalem obiadow glownie dlatego, ze nie mialem czasu na ich przyzadzanie. Gdy skonczylismy jesc od razu zabralem sie za skladanie Gemmie pocalunkow ktore odwzajemnila.
 Zabralem dziewczyne w najbardziej romantyczne miejsce na jakie bylo mnie stac, na dach. Przygladalismy sie objeci ciemnemu niebu, jedyna rzecza jakie je rozswietlalo to gwiazdy. Chwycilem Gemme za dlonie, i przyciagnalem ja do siebie. Po chwili pocalowalem ja namietnie. Usiedlismy na dachu opatuleni kocem a po chwili zasnelismy.

______________________________________
BEZNADZIEJA.
+zapraszam na nowego bloga o 1D, mam nadzieje, ze bedzie tyle samo obserwatorow ile tutaj: KLIK .
++ Dziekuje za szablon! To jej tt @Jozefowa

czwartek, 17 maja 2012

10

Dziesiec
 *Dwa tygodnie pozniej*

 Obudziwszy sie poczulem jak cos ciezkiego kladzie sie na moje pluco. Jeknalem cicho kiedy zorientowalem sie, ze na moim brzuchu lezy kotka ktora calkiem niedawno znalazlem na ulicy cala zmoknieta od deszczu, blakala sie po ulicach Brandford w poszukiwaniu jedzenia. Byla cala ruda, tylko koncowke ogona miala biala. Nie dalem jej jeszcze imienia, ale postanowilem ja zabrac dzisiaj do weterynarza. Nie wiadomo czy jest na cos chora, czy roznosi jakies okropne bakterie.
 Byla sobota, wiec przebralem sie w czysta czarna bluzke i bezowe rurki, na swoje stopy nalozylem biale trampki, i z kotem wyszdlem na dwor. Usadowilem go w samochodzie ktory podarowal mi Evan bo stwierdzil, ze nie moge sie marnowac i wszedzie chodzic na piechote, odpalilem go a nastepnie bylismy juz w drodze do najblizszego gabinetu.
 Usiadlem na mikkim czerwonym fotelu, a kotke polozylem sobie na kolanach, glaskalem ja po glowie i czekalem na swoja kolej. Na korytarzu nie zastalem zadnej osoby, wiec prawdopodobnie zaraz bedzie moja kolej.
 Poczulem drapanie w gardle co swiadczylo o tym, ze potrzebowalem papierosa, z nerwow stukalem noga o ziemie, zacisnalem piesci na krzesle i unioslem glowe ku gorze. Modlilem sie, zeby ta osoba ktora jest z swoim pupilkiem w gabinecie juz wyszla. Moje modly zostale spelnione, zerwalem sie z siedzenia jak oparzony zrzucajac przy tym kotke, ktora raptownie sie przestraszyla, chwycilem ja jeszcze raz na swoje rece, i uspakajaco ja glaskalem. Z pokoju wyszla dziewczyna o rudych wlosach, w prawej rece trzymala klatke w ktorej znajdowal sie krolik. Usmiechnalem sie do niej dziarsko, i wszedlem do gabinetu. Zastalem w nim mloda dziewczyne, o dziwo byla to Gemma. Jeknalem cicho, bo moj organizm znowu zaczal sie dziwnie zachowywac. Przez te dwa tygodnie staralem sie o niej zapomniec poprzez spedzanie czasu z Lexi. Oczywiscie nic do niej nie czulem, ale ona poprostu pomagala mi zapomniec.
 Polozylem kotke na blacie, a ta zaczela sie niesfornie krecic. Usmiechnalem sie do dziewczyny ktora podniosla wzrok, w jej oczach mozna bylo dostrzec przerazenie, bo w koncu kiedy ostatni raz sie spotkalismy wyznalem jej milosc, brawo Zayn, brawo.
-Czesc. - mruknalem
-Czesc. - jeknela - Twoj kot?
-Nie do konca, znalazlem ja. - odpowiedzialem, na twarzy Gemmy mozna bylo dostrzec zbicie, wiec dodalem: - Na ulicy.
-I rozumie, ze mam sprawdzic czy nie jest zarazona?
 Kiwnalem glowa, nie mialem ochoty na pogawedke z dziewczyna ktora odmienila moje zycie. Usiadlem na krzesle, a Doyle zabrala kotke do jakiegos pokoju, aby ja przejzec.

xxx

 Wracajac do domu zapalilem papierosa, co z tego, ze prowadzilem? W koncu moim zyciem nikt sie nie przejmuje, nawet moja rodzina, nawet Saffa ktora tak bardzo kochalem i kocham. Jest to pierwsza dziewczyna ktora kocham, stawiam ja na pierwszym miejscu.
 Uciazliwe drapanie odeszlo, wiec i moj humor sie poprawil. Kotka lezala spokojnie na siedzeniu, nie rzucala sie. Wszystko bylo z nia w porzadku, ale nie ze mna, nie do konca. Spotkalem Gemme, za dwa dni znowu ja spotkam, w szkole. Co wtedy mam jej powiedziec? Mam ja poprostu wymijac szerokim lukiem bez przywitania sie? Nie, tak mysle. Odpedzilem wszystkie mysli ktore plataly sie obok jednej dziewczyny, i wlaczylem radio, muzyke podglosnilem sprawiajac, ze caly samochod zostal pochloniety basami.
 Dojechawszy do domu rzucilem sie na sofe, za oknem mozna bylo slyszec grzmoty nadchodzacej burzy. Przez kilka ostatnich dni wlasnie w takie pogody zjawialy sie u mnie rozne osoby bo nie znalazly miejsca przed deszczem, ciekawe kogo dzisiaj jeszcze przyniesie. Nalalem kotce do miski mleka, a sam wypilem jedno piwo. Ulozylem sie wygodnie i okrylem kocem, moj wzrok powedrowal na sufit. Dzisiaj nic szczegolnego nie robie, bo Blake odsiaduje kare w wiezieniu, mial tam byc na dwa miesiace, wiec powinienem sie juz przyzwyczaic do dwoch miesiecy nudy.

xxx

 Obudzily mnie mocne walnie do drzwi. Zerwalem sie na rowne nogi. Na dworze panowal mocny wiatr i burza. Ciekawe kogo teraz przynioslo, pomyslalem. Otworzywszy drzwi ujrzalem Gemme. Byla strasznie morka, wlosy byly zlepione od deszczu, a ubranie przykleilo sie jej do ciala. Przygladala sie mi chwili, a nastepnie rzucila sie na mnie. Zaczela mnie calowac, nie wiedzialem co robic, wiec zatrzasnalem drzwi kopniakiem i sam ja calowalem, bo w koncu tego chcialem, prawda?
 Dziewczyna obijala sie o sciany, a sama lapczywie mnie calowala. Pozbyla sie bez problemu mojej granatowej bluzy, a ja jej bialej bluzki, stala przede mna w samym staniku, co jeszcze bardziej mnie podniecalo. Polozylem sie z nia wrac na ziemi, i poprostu zrobilismy to cos, co w jezyku mlodziezy brzmi seksem, a w jezyku biologi stosunkiem seksualnym.
 Obudzilem sie caly zmarzniety i nagi. Gemma trzesla sie z zimna, wiec nalozylem na jej cialo koc i przenioslem ja z ziemi na sofe. Ubralem sie po czym na kartce napisalem dziewczynie, ze ide do pracy. Zostawilem jej klucze w razie gdyby chciala wyjsc, a podejrzewam, ze zrobi to zaraz gdy sie obudzi. Wypilem herbate, do kieszeni wlozylem zapalniczke i papierosy a kotce nasypalem do miski jedzenie i nalalem mleka, opuscilem swoje mieszkanie jak najszybciej.

_______________________________________
Omnomnomnomn :) Cieszycie sie ? Nadszedl genialny prawie, ze final. Tzw, jeszcze z 5-10 rozdzialow, i koniec opowiadania. Dodam, ze mam pomysl na nowe, oczywiscie znowu o Zayn'ie. Prosze o +9 komentarzy! Wiem, ze was na to stac xd

czwartek, 10 maja 2012

Info part 2

Hej, sluchajcie bo mam do was wazne obwieszczenie.
Po pierwsze - juz raz pojawila sie informacja o tym, ze zawieszam bloga na czas nieokreslony poniewaz trzeba poprawic oceny.
Po drugie - bloga nadal bede prowadzic, ale nie bede dodawac rozdzialow przez jakis czas.
Po trzecie - mam nowego bloga o Cher Lloyd : Want U Back Cher .
Po czwarte - dziekuje za kazdy oddany komentarz, za kazde wyswietlenie, za kazdego obserwatora.
+ Zapewne wiele z was bedzie chcialo mnie zamordowac, za to, ze zawieszam bloga, hah. Postaram sie dodac rozdzial w sobote badz niedziele.

Trzymajcie sie cieplutko!

niedziela, 6 maja 2012

9

Dziewiec

 Opuscilem glowe w dol. Wyjalem papierosa i go odpalilem, zaciagnalem sie w jego gorzkim smaku, a nieustanne drapanie w gardle odeszlo. Co mnie wzielo na wyznie milosci Gemme? Idiota ze mnie. Przeklnalem cicho, i ruszylem zakladajac sluchawki do uszu w kierunku pracy. Dzisiaj mialem wolne, mimo to i tak postanowilem odwiedzic to miejsce.
 Zauwazylem Boba z butelka wodki w dloni, siedzacego na krzesle, ubranego w nasz niebieski uniform. Jego blada karnacja zlewala sie z piaskiem. Usmiechnalem sie, bo wiedzialem, ze zaczne z nim rozmawiac od "czapy". Podeszlem do kolegi zabralem mu butelke i upilem z niej lyk. Ostre dzialanie alkoholu podraznilo moje gardlo, mimo to rozgrzalo choc odrobine moje cialo.
-Bob. - mruknalem kiwajac w kierunku mezczyzny
-Zayn. - mruknal - Oddasz mi butelke?
-Nie. Za dobrze sie juz nachlales.
-Oddaj.
-Cudna pogoda, nie sadzisz? - spytalem zmieniajac temat, znowu upilem duzy lyk alkoholu
-Oddaj.
-Marnujesz sie facet. - mezczyzna rzucil sie na mnie, ale ja zrobilem unik w prawa strone, przez co Bob zatoczyl kolko i opadl na ziemie, zaczalem sie smiac. -Daj juz spokoj. - odparlem rzucajac w strone mezczyzny butelke z ktorej wylalo sie troche jej zawartosci .
 Szarpnalem drzwi. Ujrzalem Mike'a pracujacego zawziecie przy motorze. Zlustrowalem go wzrokiem, przechodzac obok niego obojetnie. Przebralem sie w swoj uniform i postanowilem pomoc Gregowi. Chlopak jest w moim wieku, tyle, ze sie wcale nie uczy, poprostu przychodzi tutaj codziennie i od dziesiatej do osiemnastej rozbiera czesci. Ma brazowe wlosy, tego samego koloru oczy. Nie jest wcale wyzszy ode mnie, pali i pije od czasu do czasu. Z czego mi wiadomo to mieszka w starym opuszczonym domie w lesie.
 Kac nadal utrzymywal sie, jednak musialem cos robic, nie mialem ochoty wracac do mieszkania wiec postanowielem zbic czas w salonie. Zastanawialem sie gdzie podziewa sie szef. Od wczoraj nie widzialem go, byc moze wraz z swoimi dwiema kochankami gdzies wyjechal. Evan nie nalezal do tych ktorym wystarcza tylko i wylacznie praca. On potrzebowal rozrywki. Bylismy podobni do siebie. Lubimy zabalowac, miec przy sobie dziewczyny, zapalic, upic sie, miec nielegalna prace.
 Przebralem sie w poprzednie ubrania. Wychodzac zajrzalem jeszcze do biora ktore zialo pustka. Wzruszylem ramionami i wyszlem na zimne ulice Brandford. Niebo bylo juz ciemne, a gdzie nie gdzie pojawialy sie pojedyncze gwiazdy. Ile siedzialem w pracy? Ponad piec godzin? Mniej? Wiecej? Nie mam pojecia. W kazdym razie musialem sie zdrzemnac skoro jutro czeka mnie to samo co dzisiaj.
 Wyjalem z paczki kolejnego papierosa, jak sie okazalo ostatniego, odpalilem go. Po drodze zajrzalem jeszcze do sklepu i kupilem cos do jedzenia oraz alkohol i szlugi.
 Wchodzac na klatke schodowa uslyszalem cichy placz. Nastawilem bardziej ucha, mimo to nadal slyszalem to samo, zadnej klotni. Stanalem jak wryty kiedy zobaczylem Lexi pod moimi drzwiami. Od kiedy ona tutaj przychodzi? Huh?
-Co tu robisz? - warknalem a dziewczyna podniosla glowe
-Przyszlam. - jeknela zaplakana
-Nie no.. myslalem, ze przylecialas. - warknalem
-Zayn prosze... - nalegala
-Sio. - pogonilem ja otwierajac drzwi, wchodzac zatrzasnalem je przed nosem dziewczyny, nie chcialem jej widziec.
 Zakupy rzucilem na sofe, otworzylem okno by mieszkanie sie troche przewietrzylo. Do drzwi rozleglo sie natarczywe pukanie. Westchnalem glosno i zdenerwowany szarpnalem drzwi. Lexi stala zaplakana, miala spuchniete oczy, drzala z zimna. Przewrocilem oczami i zrobilem jej miejsce by mogla wejsc. Od dzisiaj jestem chyba przytulkiem bezdomnych. Zatrzasnalem drzwi, i poszlem zaparzyc wody na herbate dla dziewczyny. Przeklnalem kiedy troche wrzatka wylalo sie na moja dlon, wytarlem ja w spodnie, a gotowy napoj postawilem na stoliku obok dziewczyny.
-Tobie co tym razem? - spytalem
 Dziewczyna przetarla lze z policzka i spojrzala prosto w moje oczy.
-Stesknilam sie za nami, Zayn. - odparowala
-A ja nie. Mozesz juz isc? - warknalem
-Daj spokoj. - dziewczyna wstala z sofy i podeszla do mnie, zaczla krazyc serdecznym palcem po mojej klatce piersiowej - Wiem, ze tego chcesz. - Lexi usiosla sie na palcach u stop i musnela moje usta, po chwili przerodzilo sie to w pocalunek ktory odwzajemnilem, chodz raz moglem zapomniec o Gemmie, a dziewczyna w tym mi pomogla.

___________________________________________
Ok. Jest rozdzial, jest Lexi. Duzo namiesza w opowiadaniu, wiec wiecie, nastawcie sie juz do niej.

piątek, 4 maja 2012

8

Osiem 


 Obudzilem sie w niezidyfikowanym pomieszczeniu. Moje teczowki dlugo przyzyczajaly sie do ostrego swiatla. Czyzbym wyladowal ponownie w szpitalu? Nie, nie czuje tego okropnego zapachu pzyprawiajacego o dreszcze. 

 Dlonia przejechalem po podlodze na ktorej sie znajdowalem, zorientowalem sie, ze leze na kafelkach. Usiadlem, ale natychmiast sie polozylem. W glowie szumialo mi, pekala mi niesamowicie. Przeklalem pod nosem, i znowu ponowilem probe wstania na rowne nogi. Obok mnie lezala dziewczyna - prawdopodobnie ta z ktora spedzilem noc - w samej bieliznie, a w lewej dloni trzymala butelke po alkoholu. Podrapalem sie z tylu glowy i poczulem dziwny opatrunek. Podeszlem do lustra i sprawdzielm co mam na karku. Moja uwage przykul nowy tatuaz - paproc, nowe zycie. Przeklnalem drugi raz, i przemylem twarz woda. Od razu poczulem sie lepiej, i bez problemu moglem stwierdzic, ze znajduje sie w laziece. Rzucielm ostatni raz spojrzenie na blondynke z dlugimi nogami po czym wyszedlem zamykajac za soba drzwi. Miejsce w ktorym sie znajdowalem nie bylo na sto procent klubem, bardziej jak salon tatuazy.
 Na ciemno zielonych scianach byly zawiszone zdjecia z roznymi wzorami, ogromna czarna sofa, cos w rodzaju "lozka", krzeslo, maly sprzet do wyrabiania bolesnych obrazeczkow na ciele. Cala noc spedzilem w klubie, tego bylem pewien, ale jakim cudem znalazlem sie tutaj.
-Zayn! - uslyszalem meski glos, odwrocilem sie i tuz obok mnie stal wysoki mezczyzna, z dlugimi blond wlosami, wytatulowana reka i lekkim zarostem, pewnie to on zrobil mi to cos na karku
-Przepraszam, czy my sie znamy? - mruknalem cicho
-Daj spokoj, nie zartuj. - machal lekcewarzaco reka
-Mowie powaznie. - warknalem
 Mezczyzna spojrzal na mnie z niedowierzeniem, podal mi szklanke wody i aspiryne ktora od razu polknalem
-Bob. - mruknal siadajac na sofie - Nic nie pamietasz z ostatniej nocy, huh?
 Pokrecilem przeczaco glowa.
-Przyszedles tu z ta dziewczyna, jak jej to bylo? A! Jessie. Byles niezle schlany, ale blagales o tatuaz, to ci go wytatuowalem. Potem wyszliscie, ja oczywiscie z wami, poszlismy do jakiegos klubu, upiles sie juz tam wystarczajaco dobrze, ja rownierz, wrocilismy, pozwolilem ci, abys wytatuowal tej Jessie tatuaz na nadgarstku. Oczywiscie wyszlo ci jakies chujowe serduszko, ale niech bedzie. Pozwolilem wam tu zostac.
 Sluchalem uwaznie mezczyzne, jednak nadal nie wierzylem, ze mam na sobie kolejny tatuaz. Opuscilem salon i staralm sie zlokalizowac miejsce w ktorym sie znajduje. Zayn, jestes na koncu Londynu, pomyslalem. Wszedlem do autobusu ktory mial mnie zawiesc mniej wiecej pod szkole, a z tamtad pojde na nogach do domu. Wlozylem do uszu sluchawki i zajalem miejsce na koncu autokaru. Kazdy sie na mnie gapi, zatykal nos. Super, jeszcze smierdze niewyobrazalnie alkoholem, pomyslalem. Oczywiscie ja tego zapachu nie czulem bo juz przywyklem.
 Wysiadajac z autobusu odpalilem papierosa, i wlasnie teraz do mnie dotarlo, ze nie mam pojecia gdzie jest Blake. Wyjalem telefon z kieszeni, i napisalem do przyjaciela esemesa. Ciekawe czy zabawil sie tak jak ja.
 Przechodzac obok szkoly zauwazylem, ze wiele twarzy jest zwroconych ku mnie, minelo zaledwie piec dni, a jeszcze jestem zawieszony. Trwala przerwa, bylo to zrozumiale, bo druzyna koszykarska wybiegla razem z dziewczynami powrzechnie nazywanymi cheelederkami, zauwazylem w tlumie Lexi ktora usmiechnela sie do mnie cwano i pomachala mi, udawalem, ze nie widze jej. Przysiadlem na murku i odpalilem kolejnego papierosa, mialem nadzieje, ze zaraz przyjdzie Blake.
-Nonono. - uslyszalem za soba
-Blake daj spokoj. - mruknalem odwracajac sie do tylu, jednak to nie byl moj przyjaciel. -Przepraszam cie, myslalem, ze to Blake.
-Blaka nie ma dzisiaj w szkole. - powiedziala siadajac obok mnie - Zgas, prosze. - mruknela
 Wiedzialem, ze kiedys bedziemy musieli porozmawiac o naszym pocalunku, ale nie sadzilem, ze tak szybko. Poslusznie zgasilem papierosa, jednak mialem ochote go jeszcze raz zapalic, i chociaz jeden raz zaciagnac sie w gorzkim, mietowym smaku.
-Nie dziwie sie. - mruknalem pod nosem -Gemma, sluchaj jesli chodzi o tamten dzien... - zaczalem jednak dziewczyna natychmiast mi przerwala
-Emocje. Zdarza sie. - odparla -Kiedy bedziesz mogl chodzic do szkoly? - spytala, odwrocilem ku niej glowe, spogladala mu dluzsza chwile oczy, ale zaraz potem spojrzala gdzie indziej
-Za kilka tygodni. - odparlem spuszczajac glowe
-Wiesz co, musze isc na lekcje. Narazie. - wstala z murka, ale natychmiast chwycilem ja za nadgarstek i przyciagnalem ja do siebie. Czy tego wlasnie chcialem? Owszem, chcialem ja. Pragnalem. Byla dla mnie jak narkotyk...
-Kocham cie. - jeknalem i puscilem nadgarstek dziewczyny ktora przez chwile patrzyla na mnie z niedowierzeniem, jednak zaraz potem odeszla

_____________________________________________
Wybaczcie, ze tamten rozdzial byl marny, ale potrzebowalam jakiegos "lacznika" do kolejnego. Jak widzicie, w tym sie troche podzialo, Zayn wyznal milosc Gemmie, i zapewne polowa z was teraz ma ochote mnie zabic, bo zakonczylam w takim momencie. Hihihi, nawet nie wiecie jak ja to lubie robic xdd
Pozdrawiam!

+bede sie starala po tym weekendzie dodawac czesciej rozdzialy bo dowiedzialam sie, ze jestem wyjebana w kosmos, mam talent i wszyscy chcecie bym pisala czesciej, postaram sie ale nie obiecuje!

środa, 2 maja 2012

7

siedem

Minely dwa dni od mojego pocalunku z Gemma. Nadal o niej myslalem, fakt. Mimo to nadal nie jestem pewien czy chce z nia byc. Zayn Malik chlopak ktory pali, pije, zabawia sie z dziewczynami, pracuje nielegalnie, ma tatuaze - Gemma Doyle, porzadna dziewczyna z wykrztalceniem, dobrze wychowana, nie palaca, pijaca okazjonalnie.
 Otrzasnalem sie z tych rozmyslen i udalem sie do pracy. Jak zawsze rozebralem jeden z motorow, wyczyscilem go po czym poszedlem powiadomoc szefa, ze skonczylem robote. Zapukalem cicho do jego biora, jednak nikt sie nie odezwal. Postanowilem wejsc. Nie bylo go. Na biorku lezal mala koperta zaadresowana do mnie. Zabralem ja po czym zaczalem czytac:
"Dzisiaj o 17 przyjdzie jakis chlopak, chce dostac prace. Zajmij sie nim.".
 Westchnalem ciezko, po czym zgniotlem swistek i cisnalem nim do kosza. Wyjalem z kieszeni opakowanie papierosow i nastepnie zaciagnalem sie w gorzkim smaku. Wypuscilem dym odchylajac glowe do tylu. Podrapalem sie po zaroscie i spojrzalem na zegarek. Powinien sie juz tutaj pojawic. Udalem sie Bob'a ktory byl zastepca szefa.
-Sluchaj jakis bachor tutaj zaraz bedzie i mam z nim pogadac o robocie. Mozesz mnie zastapic? - spytalem bo nie chcialem kolejnego dzieciaka na glowie
 Bob byl najstarszy z nas. Pil, palil, cpal. Jeden z najgorszych ale za to najlepszy. Mial siedemdziesiat dwa lata, a wygladal na znacznie mniej. Jego siwe wlosy, a wlasciwie jego brak dawal sie we znaki mowiac o wieku, mial kilka zmarszczek na czole, nie byl najwyzszy, za to byl madry.
-Skoro Evan - nasz szef - dal ci to zajecie, to je wykonaj. - mruknal cicho
-Ja sie zajmuje tylko bachorami. No wez, dziesiec minut.. - kontynuowalem
-Nie. - przerwal mi
 Kopnalem zdenerwowany w kamien lezacy tuz przy mojej stopie, polecial prosto uderzajac w opone samochodu ktory przed chwila zaparkowal tuz przed naszym budynkiem. Zalozylem rece na piersi. Z samochodu wysiadl wysoki chlopak z czarnymi jak noc wlosami, w ustach mial zapalke ktora skrobal, mial na sobie granatowa bluzke z nadrukiem pacyfki, brazowe spodnie, i ciezkie buty. Wygladal na groznego. Poczulem jak po plecach przeszywa mnie dreszcz, jednak szybko odszedl.
-Przyjechalem pogadac o pracy. - mruknal
-Wiem. -warknalem
-Wiec..?
-Chodz.
 Zaprowadzilem nieznajomego do gabinetu szefa. Stanalem przed oknem i spojrzalem przez nie, nadal myslalem o Gemmie. Mezczyzna rozwalil sie na pobliskim fotelu. Wyjal z ust zapalke i rzucil ja do kosza. Rozejrzal sie po pomieszczeniu.
 Zatrudnilem go. Jutro zaczyna prace, a ja biore wolne. Postanowilem, ze dzisiaj wieczorem musze sie rozerwac.
 Dowiedzialem sie, ze chlopak nazywa sie Mike i szuka pracy bo wyrzucono go z poprzedniej. Ma dwadziescia osiem lat, dobrze zna sie na rzeczy jesli chodzi o czesci, wiec czemu bym mial go nie zatrudnic? Znal sie na sprawy.

xxx

 Wzialem szybki prysznic i przebralem sie w luzniejsze ubrania. Zapalilem kolejnego papierosa, wypilem piwo i ruszylem do klubu by spotkac sie z przyjacielem.
 Zgasilem szluge tuz przed wejsciem. Ochroniarz znowu przepuscil mnie, bo dobrze mnie znal. Dupstep ogarnal mnie z wszystkich stron. Usmiechnalem sie cwano do przechodzacej tuz obok mnie kelnerki.
 Blake bawil sie na parkiecie z blondynka o dlugich wlosach. Usmiechnalem sie do niego cwano, i podazylem do baru. Dalem kurtke do przechowania i zamowilem czysta wodke. Wypilem jedna kolejke i ruszylem sie zabawic. Wydobylem z tlumu wysoka szatynke o szarych oczach. Tanczyla ze mna, postawilem jej drinka, no i zrobilismy to co zawsze robia pijani ludzie na imprezach.

___________________________
I teraz obwieszczam zawieszenie bloga. -> przeczytacie o tym w notce zatytuowanej "info".
Zapraszam tez na moje dwa inne blogi -> mozecie je zobaczyc klikajac na moj profil.
Dzieki za wszystkie komentarze, mam nadzieje, ze teraz bedzie ich tyle ile was czyta moje wypociny ^^